Wyrzuć swoje cele noworoczne do śmieci. I podejdź do nich solidnie.

Wyrzuć swoje cele noworoczne do śmieci. I podejdź do nich solidnie.

Zaczął się styczeń i jak co roku ogromna grupa osób wyznaczyła sobie postanowienia noworoczne. Skończył się styczeń i jak zwykle przychodzi bolesna weryfikacja. Siłownie pustoszeją, papierosy wracają do łask, a każdego z nas dopada tzw. smutna rzeczywistość i szara codzienność. Prawdopodobnie wielu z nas już nawet nie wytycza sobie żadnych nowych celów widząc niezrealizowany stos z poprzednich lat.

Rzecz nie w tym jednak aby stać się zrezygnowanym sceptykiem, który z dumą ogłasza ze „wie, jak życie wygląda”. Rzecz w tym, aby podejść do sprawy inaczej i robiąc to z głową, zmienić siebie. Dziś – gdy widzisz, jak bardzo Twoje postanowienia noworoczne różnią sie od praktyki codziennej – postaram się przedstawić swój własny punkt widzenia. Mam nadzieje, że ubogaci Cię trochę i pomoże najbliższego sylwestra przeżyć w zupełnie innej atmosferze.

Dla porządku powiem, ze ten artykuł będzie dotykał omówienia całego procesu. A więc powiem troszkę czemu nam z tymi celami nie idzie i zastanowimy się co zrobić, żeby działać skutecznie.

Drugi natomiast artykuł, to już kwestia stricte techniczna. Czyli to co tu omawiamy zbiorę do roli „szablonu” i pokażę jak to zrobić w Warthogu, żeby było naprawdę skuteczne.

Przede wszystkim: motywacja

Gdy myślimy o wytyczaniu celów, często obieramy je sobie bezrefleksyjnie, takie jakie mamy wdrukowane. Takie podejście niestety nie działa, ponieważ nie mamy do nich przekonania.

Innym razem cele wyznaczamy na podstawie aktualnych emocji. Przykład: właśnie obejrzeliśmy na YouTube filmik z wysportowanymi osobami, naturalnie więc wpisujemy na listę „schudnąć”. Tu pojawia sie problem, bo emocjonalny ogień mija bardzo szybko, a my mamy sto powodów, dla których warto pójść na pizze z piwem, zamiast na siłownię.

Odwieczny problem brzmi więc: Jak być zmotywowanym? To temat rzeka, warto jednak wspomnieć o jednym kluczowym nieporozumieniu: motywacja to nie emocjonalny ogień. Być zmotywowanym, to umieć odpowiedzieć na pytanie: dlaczego mam to robić. Mówił o tym Jocko Willink, pozwól ze przytoczę tu jego cytat.

„Motywacja to poniekąd dziwne słowo, ponieważ znaczy co innego, niż myślimy że znaczy. Myślimy, że oznacza, że jesteśmy czymś podjarani. Że podchodzimy do czegoś ochoczo i z pasją. I uważamy, że być zmotywowanym, to umieć włączyć ten zapał i pasję. Ale… nie możemy. Nie możemy po prostu włączyć pasji i pragnienia by wykonać zadanie. Motywacja nie oznacza darcia się, krzyku i dopingowania. Motywacja to zapewnienie sobie motywu, powodu. A więc zmotywowanie kogoś, to wyjaśnienie mu dlaczego robi to co robi.”

Jocko Willink

Tak więc, jeśli chcemy być zmotywowani, musimy mieć dobry powód. Tu rodzi się zwykle poważny problem, bowiem wielu z nas Tak naprawdę nie wie czego chce. W wielu sytuacjach nie mamy poczucia głębokiego sensu, bo do niego nie dotarliśmy. Nie jest to jednak przedmiotem dzisiejszego problemu. Chcę jedynie, żebyś spróbował poświęcić trochę czasu na odnalezienie poważnej odpowiedzi na pytanie: czego chcę. Niech każdy z wymienionych celów ma swoją konkretną, jasną motywację.

Choć tu na temat sensu konkretnych celów nie będziemy wiele mówić, to podam tylko jedną rzecz, która mi pomagała wielokrotnie sięgać po wyznaczone cele. Tą rzeczą jest… Umiejetność realizowania celów. Stwierdziłem, ze sam sobie udowodnię, że umiem realizować to co sobie wyznaczę. I że sam zbuduję swoją konkretną, namacalną wartość, na której będę bazował. I tak – przy realizacji każdych kolejnych większych celów, wracam pamięcią do tego co juz wcześniej zrobiłem. W ten sposób cel (jakikolwiek!) stawał sie dużo ważniejszy, bo od jego zrealizowania zależało, czy sobie coś udowodnię i czy będę mógł realizować te ważniejsze I większe cele.

Tak więc pomyśl nad celami, ale do każdego z nich wypisz konkretne powody dla których chcesz je realizować.

Nie przesadzaj z ilością.

Niekiedy lista celów jest dłuższa, niż lista zakupów na święta. To błąd. Nawet zaglądając do Starego Testamentu znajdujemy takie wskazanie:

„Synu, nie bierz na siebie za wiele spraw, bo jeśli będziesz je mnożył, nie unikniesz szkody. I choćbyś pędził, nie dopędzisz, a uciekając nie uciekniesz.”

Syr 11,10

Jest w tym dużo prawdy i warto się trzymać filozofii, że mniej znaczy więcej. Szczególnie, gdy dopiero uczymy sie planowania i dyscypliny, powinniśmy założyć sobie mniej celów. Uważam wręcz, że warto w skali roku skupić się jedynie na 3 konkretnych celach. Jeden z nich zaś uznać za najważniejszy i kłaść na niego największy nacisk.

Kwestia niewielkiej liczby to nie tylko problem zbyt wielu rzeczy, a zbyt malej ilości czasu. Tu chodzi o to, aby naprawdę ciągle mieć cele przed oczami. Sukces osiągniesz dopiero wtedy, gdy zaczniesz żyć tym, co musisz zrobić.

Cele nie wychodzą nam, ponieważ w większości są zwykłymi zdaniami – w najlepszym wypadku zapisanymi gdzieś na kartce, a następnie zapomnianymi. Prawdziwy zaś cel to taka sprawa, którą naprawdę żyję każdego dnia. Ciężko natomiast żyć piętnastoma rzeczami. Dochodzi do zbytniego rozproszenia.

Kiedy jednak weźmiemy sobie jeden cel nadrzędny – dużo łatwiej jest przyzwyczaić nasz mózg do tego, że ma o tym myśleć każdego dnia. Gdy dodamy do tego dwa inne, nieco mniej istotne – również sobie z tym problemem poradzimy.

Wyznacz realistyczne cele

To bardzo ważna rzecz, o której wielu z nas zapomina. Cel nie powinien być odklejony od naszej rzeczywistości. Jeśli do tej pory nie biegaliśmy w ogóle, zrobienie maratonu może być nieco zbyt ciężkim zadaniem. W efekcie zostanie w nas jedynie frustracja i rozgoryczenie. Tymczasem nam chodzi przede wszystkim o to, by nauczyć się realizować cele. By nauczyć sie tego, ze potrafimy.

Nie oznacza to jednak, ze mamy obierać za cel to, co jest łatwe i proste oraz nie wymaga wysiłku. Niech będzie odrobinę poza naszym zasięgiem. Wtedy rozwiniemy się i dopniemy swego.

Cel ma być do bólu konkretny

I to ostatnia rzecz na temat celu samego w sobie. „Nauczę sie lepiej angielskiego” nie wchodzi w grę. „Będę się uczył angielskiego” podobnie. Ten drugi element jest zły, bo opisuje proces. Tymczasem proces ma byc jedynie droga do celu. „Nauczę sie” jest złe, bo jak niby to sprawdzisz? Zrobisz test? Ale jaki test? Jeśli masz konkretny, to jego wykonanie wpisz jako cel. Celem może być „przeczytanie książki X po angielsku”, albo „prezentacja po angielsku na konferencji branżowej”.

Zbierz wiedzę, przygotuj sie

W wielu przypadkach po wyznaczeniu celu zaraz ruszamy do roboty. Moim zdaniem to jest jedna z przyczyn kompletnej katastrofy. To tak, jakby stwierdzić „chce zrobić maraton”, a następnie założuć buty i zacząć bieg. To po prostu głupie, a to z tego powodu, że drastycznie zmniejsza prawdopodopieństwo powodzenia.

Nie zrozum mnie źle – zwlekanie w nieskończoność to jeszcze gorszy pomysł. Wieczne analizowanie sprawdza się dobrze, jeśli chcemy zaspokoić potrzeby własnego sumienia i ego, nie zaś gdy chcemy osiągnąć cel. W tym drugim przypadku trzeba przede wszystkim działać.

Chodzi jednak o to, aby zebrać podstawową wiedzę i ustrzec się najgłupszych błędów. Zastanów sie nad kilkoma rzeczami.

  • Co jest Ci potrzebne do zrealizowania celu?
  • W jaki sposób będziesz dzialal?
  • Z jaką częstotliwością będziesz podejmować działanie?
  • W jaki sposób monitorować postęp?

Te wszystkie pytania to podstawa. Każde z nich wymaga krótkich I zwięzłych odpowiedzi. Poza nimi należy zebrać także krótką wiedzę na temat obszaru w jakim będziemy działać. Jeśli np. chcę schudnąć, to najlepiej wypisać kilka żelaznych zasad, które będę stosować.

Pracuj systematycznie

Gdy mamy już odpowiednie cele, motywacje, jesteśmy przygotowani pod względem wiedzy, nic nie stoi na przeszkodzie, aby przejść do najważniejszego punktu, czyli do pracy;-). I o ile nie wzięliśmy na siebie ogromnych celów, to nie musimy poświęcać relacji z rodziną, snu i czasu na jedzenie aby dopiąć swego. Aby to zrobić, potrzeba raczej… pracować systematycznie.

To słowo klucz, wiec wyryj to sobie nożem na ręce, aby ciągle o tym myśleć. Nawet najmniejszy cel może nas zabić, jeśli działamy zrywami (lub w gorszej wersji – jednym zrywem). Często jednak (choć nie zawsze) wystarczy zaledwie umiarkowany wysiłek, jeśli pracujemy systematycznie.

Czemu? Ano dlatego, ze zbudowanie czegoś trwa. I zależy nie tylko od naszej pracy bezpośrednio, ale także pośrednio. Chcesz schudnąć? Nie da sie raz zakatować treningiem i być szczupłym. Systematyczne treningi mają przestawić organizm na inny tryb, z wyższym metabolizmem. Do tego niewielki ujemny bilans energetyczny każdego dnia pozwoli w dłuższym czasie zobaczyć efekty, bez obaw o poważne konsekwencje dla funkcjonowania organizmu.

Robisz projekt programistyczny? Nie zrobisz go w jedna noc. Twoje umiejętności zmieniają się pod wpływem pracy, ale także i innych rzeczy – np. snu, gdy mózg wreszcie może odsapnąć, zamiast przetwarzać kolejne informacje. Co więcej – systematyka pracy pozwala  wykształcić też charakter i silną wolę, co jest najlepszą inwestycją, bo otwiera mnóstwo możliwości.

Wiem, ze to trudne. I właśnie tu leży kolejny kluczowy powód, dla którego ludziom nie wychodzi realizowanie celów. W tym miejscu chcę, abyś sprobował delikatnie zmienić myślenie. Zwykle o systematyce myślimy w kategoriach ciągłości. Tymczasem warto pamiętać, że to po prostu jest każdorazowe podejmowanie jednej decyzji. Jeśli umiemy raz zabrać się do zrobienia czegoś, to czemu nie umiemy zwyczajnie zrobić tego jednego razu codziennie? Być może kwestia pamiętania o tym. Ale są i narzędzia przypominające, także w Warthogu (o nich w drugim artykule). Dlatego gdy następnym razem poczujesz niechęć, powiedz sobie „nie muszę tego robić codziennie. Ale ten jeden raz zrobie”.

Monitoruj postęp

Praca oczywiście jest najważniejsza. To ona decyduje o tym, czy coś zrobisz i Jak będzie to wykonane. Wszystko co przed pozwoli ci się przygotować. Warto pamiętać jednak o tym, że ta droga to proces. Ten proces trwa w tym przypadku prawie rok. Dobrze więc systematycznie monitorować to jak idą sprawy. Monitorowanie – swoją droga – to ostatni punkt w Metodzie Osiągania Celu. No dobrze, ale jak monitorować postęp? Tu mamy kilka aspektów na które powinniśmy zwrócić uwagę.

  • Czas – najbardziej banalny aspekt to czas, jaki poświęcamy na prace. Warto założyć sobie, że np. w tym tygodniu będę siedział nad realizacją tego celu 10 godzin. I systematycznie sprawdzamy, jak się sprawy mają. Nawet, jeśli nasza praca nie będzie wydajna, potęga systematycznej pracy pchnie sprawy we właściwym kierunku.
  • Czy wiem ile już zrobiłem? – Szalenie istotne jest, by cały czas widzieć bardzo konkretną drogę, którą mamy za sobą. Pozwala to nie wpaść w pułapkę myślową, że stoimy w miejscu.
  • Czy wiem ile muszę zrobić jeszcze, aby skończyć? – To ciąg dalszy powyższego punktu. Chodzi o to, aby dało się bez problemu określić ile pracy jeszcze przede mną. Nie ma bardziej demotywującej rzeczy, niż poruszanie się „we mgle”.
  • Co muszę zrobić w najbliższej przyszłości? – w tym miejscu chodzi o bardzo konkretne kroki. Gdy jutro rano wstanę, za co się zabiorę? W tym tygodniu do czego zmierzam? To ważne, aby nie złapać się w pułapkę skończenia jednego zadania, bez rozpoczęcia następnego.
  • Czy moja wiedza się zmieniła? (aktualizowanie swojej bazy wiedzy) – wraz z praktyką będziesz się stawać coraz większym ekspertem w danej dziedzinie. Zrób to świadomie, budując dobrowolnie swoją bazę wiedzy.

Gdy będziesz te rzeczy robić systematycznie, nie będzie najmniejszych problemów, aby pozostać w kontakcie z celem i procesem. Wręcz – jeśli coś będzie się zmieniać, będziesz o tym wiedzieć. I będziesz mieć nad tym kontrolę;-).

Warto w ramach monitorowania postępu dokonywać regularnych przeglądów. Polecam konkretnie przeglądy tygodniowe, oraz miesięczne. Pozwoli to realnie spojrzeć na to jak bardzo przybliżasz (lub oddalasz) się od tego upragnionego punktu. Uwaga! Za każdym razem wybierz przynajmniej jedną rzecz, która poszła nie tak lub spowalniała Cię. Przeanalizuj i zastanów się, jak można ją wyeliminować w przyszłości.

Podsumowanie

Choć ruszył już luty, warto zrewidować nasze cele na cały 2020 rok. W tym artykule przedstawiłem kompleksowe podejście do przejścia przez cele. W następnym, do którego serdecznie zapraszam, pokazuję już bardzo konkretnie jak stworzyć swój własny system działania w Warthogu. Oczywiście bazując na artykule, który czytasz;-).

Życzę powodzenia! I oczywiście zapraszam do aplikacji;-)

Pomysłodawca i współtwórca Warthoga. Właściciel marki RDF z branży Big Data/AI. Autor Bloga Republikańskiego. Przekonany, że na każde trwałe dobro trzeba zapracować. Zawsze otwarty na ludzi i nowe wyzwania. Poza tym dumny Łodzianin, Polak, Chrześcijanin.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *