Jak się skupić? Jak wziąć się w garść? A więc… uczyń ten dzień wspaniałym.

Jak się skupić? Jak wziąć się w garść? A więc… uczyń ten dzień wspaniałym.

Wielkie marzenia, ogromne plany, imponujące cele – wszystko to zostaje zmiecione z powierzchni ziemi przez jedną prosta rzecz – brak umiejętności skupienia na konkretnej rzeczy. Jak sobie z tym poradzić?

Temat jest na tyle obszerny, że z pewnością będę go poruszał w innych artykułach. Dziś chciałem się z Tobą podzielić jedną „techniką”, która pomaga mi w skupieniu. Raz będzie ono ekstremalnie wysokie, raz będzie po japońsku – „jako tako”. Zawsze jednak pomoże. Zawsze skupienie wejdzie na wyższy poziom, co przełoży się nie tylko na wyniki, ale i na sam smak pracy i satysfakcję.

A więc w drogę!

W dzisiejszym świecie nie mamy łatwo…

A właściwie mamy łatwo. Za łatwo. I to staje się naszym największym problemem. Oczywiście mówię o bogatym, zachodnim świecie, do którego należymy. Nasze problemy daleko odbiegają o walki o byt – o ile nie jesteś dzieckiem wychowującym się w patologicznej rodzinie, lub  ciężko chorym człowiekiem.

Przyzwyczailiśmy się do siedzenia godzinami przed Facebookiem, Instagramem. Wlepieni w smartfony, zespawani z naszymi nowymi „dawcami energii” – mediami społecznościowymi i pseudo-informacyjnymi, które faszerują nas śmieciowymi bodźcami.

I tu leży ogromny problem. Jesteśmy strasznie przebodźcowani. Scrollując FB przez pół godziny atakujemy mózg taką iloscią informacji, jakiej w „normalnym życiu” nie zobaczy przez pół dnia. Co gorsza, wszystko to wiąże się często z emocjami. Śmieciowe media przywykły do manipulowania krzykliwymi nagłówkami i zachęcania do wdawania się w chamskie kłótnie przez czytelników.

Gdy przyzwyczaimy się do takiego życia, mózg także przechodzi w inny tryb. Po wyłączeniu tego typu medium bardzo trudno jest wrócić do zwykłej, szarej pracy. Takiej, która wymaga skupienia na jednej rzeczy przez parę godzin. Jednej, nie kilkuset. I to zwykle niezbyt emocjonującej.

Mózg woła o nowe bodźce. Najlepiej dużo. I to takich, przy których nie musi się nadmiernie wysilać.

Przygotuj podstawę – bez tego ani rusz.

Wyciągnijmy wnioski z powyższego. Bez tego żadne, nawet najbardziej wyrafinowane techniki, nie pomogą. Mózg będzie chciał ciągle wracać do taniej i szybkiej pożywki.

A więc najpierw tu dokonajmy zmiany.

Chcesz zacząć poważnie podchodzić do swojej pracy i swojego życia? Świetnie! Zacznij od radykalnego ograniczenia Facebooka i innych miejsc, które dostarczają nadmiar śmieciowych bodźców.

Wypisz wszystkie miejsca, do których „uciekasz”, gdy trzeba wziąć się do roboty. W moim przypadku był to właśnie Facebook, a także portale informacyjne oraz bezsensowne (ale tylko te!) rozmowy na komunikatorach ze znajomymi.

Gdy już określisz swoich wrogów, podejdź do sprawy bezlitośnie. Określ konkretne reguły gry. Facebook? Tylko dwa razy dziennie – i tylko by przejrzeć co się zmieniło, bez scrollowania. Media informacyjne? Tylko raz dziennie. Świat beze mnie da radę. A moja praca i rodzina już trudniej.

Jak już określisz, spisz je, wydrukuj, połóż przed sobą. I trzymaj się ich, choćby nie wiem co. Pamiętaj, że łamiąc je okazujesz pogardę dla siebie samego!

Czas na „technikę” – czyli uczyń ten dzień wspaniałym.

Sprawa jest bardzo prosta. Często się rozłazimy i tu leży problem. Jak wtedy się zebrać, zmobilizować, żeby stanąć w pełni skupionym do tej konkretnej czynności?

Jest nim proste polecenie-zachęta. Gdy zaczynasz, gdy się rozłazisz, powiedz sobie:

„Ok, mam w planie jeszcze kilka rzeczy. Wiem, że często mi nie wychodzi. Niech więc ta którą teraz wykonuję zostanie zrobiona tak dobrze, że sama ona wystarczy, by cały dzień był udany. Nawet jeśli później się wszystko posypie, niech ta jedna czynność zostanie zrobiona na najwyższym poziomie. Zepne się, a potem mogę nawet być rozlazły. Ten jeden raz jednak, wykonam zadanie perfekcyjnie”

Kiedy pomyślimy, że jedna rzecz może uczynić dzień udanym, damy sobie luksus na „zmarnowanie reszty dnia” – łatwiej się zmobilizować do konkretnej czynności. Gdy już ją wykonamy… czas ruszyć z tym samym podejściem do następnej;-).

Przykład

Wstaję o 5 rano – zgodnie z zasadą Super Poranka. Szklanka zimnej wody, krótka modlitwa, wymuszony uśmiech, czy też może raczej grymas na twarzy…

Zakładam swój strój sportowy, ubieram kamizelkę obciążeniową, biorę piłkę do kosza… i jadę na boisko. Rozgrzewam się widząc, jak z moich ust wydobywa się para wodna. Rozciąganie, rozgrzanie stawów. Krótki bieg wokół boiska, kilka długości boiska sprintem, trochę rzutów do kosza – jestem rozgrzany, gotów do treningu.

I już tutaj dopada mnie TA MYŚL„A może po prostu porzucać do kosza truchtając to tu to tam? W końcu to też jakiś ruch – i to od rana!”. Jeśli szybko czegoś nie zrobię, mój „trening” faktycznie skończy się na swobodnych rzutach i wesołym podskakiwaniu dla poprawy raczej sumienia, niż kondycji. Nienawidzę sprintów. Nie mam budowy do szybkiego biegania, a ten trening opiera się na tym, że biegam dużo i szybko.

Zatrzymuję się więc na chwilę. Tak, jakbym był mentorem sam dla siebie i właśnie stawał „na dywaniku”. Czas uruchomić inspirację i poczucie winy jednocześnie.

Słuchaj, jeśli teraz odpuścisz, będziesz na siebie wkurzony przez resztę dnia. Nie musisz trenować długo – nie jesteś koszykarzem. 20-30 minut. Niech to jednak będzie 20-30 minut ostrego zachrzaniania. Zrób ten trening takim, żeby dzień był wspaniały choćby jego reszta rozlazła się kompletnie. Teraz pracujesz na swoje samopoczucie potem! Jeśli nic później Ci nie wyjdzie, wieczorem kładąc się na łóżku pomyślisz: no, trening był przekozacki… dzień udany.”

Połajanka skończona. Biorę piłkę i… długa przez całe boisko. zmiana kierunku, druga zmiana kierunku. Rzut – pudło. Chwytam pewnie piłkę, skaczę rzucając – wreszcie siatka zakołysała się w rytm zdobytych punktów”. Po kilku minutach ociekam potem. Po kilkunastu – dyszę jak zajeżdżany osioł. Chwila przerwy. Potem powrót i proste słowa powtarzane ciągiem:

„Jeszcze tylko pobiegnij tu, rzuć z tego miejsca, dociśnij, dociśnij, skup się na treningu. Wrócisz zachwycony, masz wygrany dzień na wyciągnięcie ręki…

Czas na ciąg dalszy

Wracam do domu. Czas na szejka bananowego, chłodny prysznic, śniadanie i… można zabrać się za swój projekt. Siadam wygodnie przed komputerem i… pyk, facebook, email, wszystko – byle nie zacząć programować. I jeszcze te idiotyzmy wygadywane przez polityków. Kto ich w ogóle wybrał?!

STOP. Pół godziny zmarnowane, mózg rozmemłany, rozemocjonowany. Brak jakichkolwiek chęci do otwarcia środowiska programistycznego i wznowienia projektu.

Na co więc nadszedł czas? Oczywiście – czas na kolejną połajankę;-). Spójrz proszę na jakie elementy zwracam uwagę.

Zrobiłeś dobry trening, możesz być z siebie dumny. Teraz czas podnieść poprzeczkę. Nie musisz kończyć dnia tylko na >>niezłym<< poziomie. Weź się za ten projekt. Przecież to Twoja działka! Tak naprawdę kochasz to, choć Twój zaśmiecony mózg na chwilę o tym zapomniał. Zostaw Facebooka do wieczora. Zapomnij o politykach – świata teraz nie zbawisz. Jedyne co musisz zrobić, to przez najbliższą godzinę wgryźć się w kodowanie. A potem kolejne 4-5 podtrzymać tempo. Jeśli to zrobisz, ten dzień będzie absolutnym hitem.

Chwila przerwy na oddech, na zapomnienie o bzdetach. Czas na odpowiednią robotę, czas na to co ważne. Włączam Warthoga, odpalam timer, wybieram projekt i klikam „START”.

Zrób to!

Zachęcam, byś wypróbował ten sposób. Mam głęboką nadzieję, że te niewinne wewnętrzne połajanki pomogą Ci w ogarnięciu się wtedy, gdy jest trudno.

Pamiętaj, że w Warthogu okno timera jest pomyślane tak, że masz wszystkie dostępne informacje w jednym miejscu. Nie musisz skakać i szukać tego co masz robić, czy też po co to robić.

Jeśli odpowiednio skonfigurujesz wszystko:

  • Widzisz czas który odmierza Twoją pracę
  • Widzisz cel, który realizujesz robiąc daną aktywność
  • Masz listę ToDo (rzeczy do zrobienia) przypisaną do aktywności.

    Okno pracy w Warthogu.

Włącz w laptopie Warthoga i rusz do roboty. Pamiętaj, że na wielkie rzeczy składają się tysiące drobnych, ale znakomicie wykonanych kawałeczków. O tym zaś decyduje właśnie Twoje skupienie i solidność.

POWODZENIA! Przejdź TU do Warthoga.

Jeśli jesteś nowy – Zapoznaj się w 28 sekund z aplikacją, która pomoże Ci się zorganizować

Pomysłodawca i współtwórca Warthoga. Właściciel marki RDF z branży Big Data/AI. Autor Bloga Republikańskiego. Przekonany, że na każde trwałe dobro trzeba zapracować. Zawsze otwarty na ludzi i nowe wyzwania. Poza tym dumny Łodzianin, Polak, Chrześcijanin.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *